Kiedyś do Polski przyleciał statek kosmiczny. Zamieszanie które wywołał było ogromne. Wszystkie linie telefoniczne z Polski przestały istnieć. W trzech państwach ogłoszono stan kosmiczny. Statek z kosmosu otaczało tysiące przestraszonych, ciekawskich ludzi. W końcu wrota ''tego czegoś'' się otworzyły. W drzwiach stanęły dosyć śmieszne postacie. Jeden z nich (którego jestem wstanie opisać miał berzową karnacje. Głowa była jedna kształtem przypominająca naszą. Istota miała parę bystrych oczu o kolorze złoto białym, od czasu do czasu było w nich widać przebłysk. Kosmita miał uśmiechnięte usta. A ciało... Posadało trzy ręce, dwie nogi, brzuszek bez pępka. Ludzie wypytywali o to po co przylecieli. Na co oni odpowiadali że chcą zostać zaakceptowanym zbiorem... Ludzi? No coś w tym stylu.... Ludzie dosyć pogodnie na nich patrzyli. ''Oni''szybko zdobyli popularność jakiej Gimperowi się nie śniła. Problemem dla nich było zdobywanie pokarmu. Dla ludzi z czasem też to zaczeło martwić. Jak zawsze w opowiadaniach się dzieje.... Muszą być przygody lecz w tym opowiadaniu jako tako jej nie będzie. Ludzie chcieli pomóc przyjaciołą więc pokazywali im pokarmy ludzkie. Obcym posmakowały warzywa. Jedli ziemniaki i marchewi.... Nie potrzebnie dało im się groch, fasolę i bob. Kosmici po spróbowaniu tych pyszności zagazowali całą planetę tak mocno śmierdziało że wsiedli w statek i odlecieli. A ten zapach od czasu do czssu czuć gdzie niegdzie.
Morał z tego wynikł taki że zawsze trzeba nosić przy sobie odświerzacz powietrza
Autor:
Kinga S.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz