czwartek, 23 kwietnia 2015

kosmici

Kiedyś do Polski przyleciał statek kosmiczny. Zamieszanie które wywołał było ogromne. Wszystkie linie telefoniczne z Polski przestały istnieć. W trzech państwach ogłoszono stan kosmiczny. Statek z kosmosu otaczało tysiące przestraszonych, ciekawskich ludzi. W końcu wrota ''tego czegoś'' się otworzyły. W drzwiach stanęły dosyć śmieszne postacie. Jeden z nich (którego jestem wstanie opisać miał berzową karnacje. Głowa była jedna kształtem przypominająca naszą. Istota miała parę bystrych oczu o kolorze złoto białym, od czasu do czasu było w nich widać przebłysk. Kosmita miał uśmiechnięte usta. A ciało... Posadało trzy ręce, dwie nogi, brzuszek bez pępka. Ludzie wypytywali o to po co przylecieli. Na co oni odpowiadali że chcą zostać zaakceptowanym zbiorem... Ludzi? No coś w tym stylu.... Ludzie dosyć pogodnie na nich patrzyli. ''Oni''szybko zdobyli popularność jakiej Gimperowi się nie śniła. Problemem dla nich było zdobywanie pokarmu. Dla ludzi z czasem też to zaczeło martwić. Jak zawsze w opowiadaniach się dzieje.... Muszą być przygody lecz w tym opowiadaniu jako tako jej nie będzie. Ludzie chcieli pomóc przyjaciołą więc pokazywali im pokarmy ludzkie. Obcym posmakowały warzywa. Jedli ziemniaki i marchewi.... Nie potrzebnie dało im się groch, fasolę i bob. Kosmici po spróbowaniu tych pyszności zagazowali całą planetę tak mocno śmierdziało że wsiedli w statek i odlecieli. A ten zapach od czasu do czssu czuć gdzie niegdzie.
Morał z tego wynikł taki że zawsze trzeba nosić przy sobie odświerzacz powietrza
Autor:
Kinga S.

niedziela, 5 kwietnia 2015

Kacper, Kinga i Ogórkowo

Pewnego dnia... Do miasteczka Ogórkowo przybył tajemniczy pan.
Miał on długą brodę, a u boku mocny kij. Ludzie dziwili się że ktoś ich odwiedził gdyż u bich w miasteczku panował brud, smrud i ubustwo. Kiedy jeden z tubylców podszedł do nieznajomego z pytaniem o tożsamość. Brodaty pan przedstawił się imieniem Kacper, po czym dodał ze szuka piwnicy dla swojej znajomej Kingi, ponieważ runoł jej most pod którym chodowała kartofle dla niego. Mieszkańcy wskazali mu droge do Ratuszu Ogórkowa. Idąc napotkał kupca. postanowil kupić Kindze ryż dla Azjatow na kolacje gdyż ją prześladowali z powodu długów Kacpra polegających na pożyczce surówki do ziemniaków. Stojąc u drzwi Ratuszu zastanawiał się nad swoimi zdaniami. Myślał że wymyśli coś mądrego lecz mu się to nie udało. Zbierając całą odwagę posiadającą w sobie zapukał do wrot budynku. Pokonując zaledwie trzy kroki dostał zawrotu głowy. Otuż... Na prawo: 20 drzwi, na lewo: 20 drzwi. To wszystko znajdowało się na jednym dosyć wąskim korytarzu. Kacper... Nie za bardzo mądry człowiek wyciągną GPS z kieszeni.
- ,,Droga do burmistrza Ogórkowa"... Kurczaki dobre z majonezem Majo Majo, nie mam nic hajsu na koncie aby neta uruchomić....
Podszedł więc do okienka z sekretariatem przy drzwiach wejściowo-wyjściowych.
-Przepraszam...-zaczą- Poda pani hasło do Wi-Fi? Bo nie moge znaleść drzwi do burmistrza bez neta...
-Drzwi do burmistrza to te na końcu korytarza, po prawej stronie. Tam gdzie pisze ,,BURMISTRZ".
-O to pani jest wróżką?
-Nie. Jestem jego sekretarką...
Pokonując 39 drzwi, Kacper dotarł na miejce. Zapukał po czym wszedł...
-Dzień dobry. Panie burmistrzu.
-Dzień dobry. Po co pan przyszedł do mnie? - zapytał burmistrz
Kacper przedstawił sytuację Kingi i swoją. Po pewnym czasie rzałobnych opowiadań o tym jak bardzo jest im źle bez ziemniaków burmistrz rzekł:
-Mamy piwnice nadającą się dla was. Do widzenia
-Do widzenia.-żekł Kacper sczęśliwie.
Nie tak długo po tym już wyrosły ziemniaki, długi zmalały... Było tak jak powinno się skończyć.

Mam nadzieję że się wam podobało ;D
Twórcy:
Kinga S. i Kacper N.