W małym miasteczku przy lesie mieszkała pewna dziewczyna.
Dziewczyna
ta miała bardzo niesforną rodzinę... Jej mama nie mogła się uwolnić od
alkoholu. Ojca nie miała... Ale miała ojczyma, który zarabiał na rodzinę
wyruszając z miasteczka i pracując gdzieś daleko, tam gdzie jeszcze jej
nie było... Była uwięziona łańcuchami rodzeństwa, musiała ciągle
przebywać przy młodszej siostrze. Nie lubiła swojej sytuacji. Na
szczycie chamstwa ze strony jej matki zapłakana wymknęła się w nocy z
domu, przez okno. Nie przeszkadzało jej to że robi się coraz ciemniej.
Nie zamierzała zawracać miała wszystko co dotąd dostała od losu głęboko
gdzieś... Idąc z dobre dwie godziny, zaszło słońce i zapadła noc. Piękny
księżyc wisiał nad jej roztargnioną głową. Weszła w obłoki lasu...
Ciemnego, wilgotnego i strasznego lasu. Przekraczając kamienną dorogę,
wkroczyła w ściółkę leśną. W tej srebrnej warstwie powietrza dostrzegła
błysk. Podeszła bliżej... Jej oczom ukazała się branzoletka z kamieniami
ułożonymi w serce. Nie zastanawiała się... Założyła ją niemal od razu.
Coś zaszeleściło... Przestraszona dziewczyna zaczęła uciekać. Biegła
przed siebie i nie zastanawiała się nad inną drogą. W srebrnej toni
dostrzegła czarną postać. Tak się przestraszyła że biedna zemdlała i
upadła na ściółkę z opadniętych liści. Kiedy się obudziła zobaczyła
pokój. Było to dosyć dziwne. Przecież omal nie umarła w tym lesie! Obok
niej siedziała ta czarna postać, jej mina była zatroskana i wydawała się
wrażliwa na tą sytuację. Dziewczyna usiadła na wygodnym łużku w którym
się obudziła.. Spojrzała czarnej postaci w oczy, w jej białe oczy...
-Kim jesteś?-zapytała.
-Jestem... Jestem... W sumie sam nie wiem. Zauważyłem cię a później jakoś zaczęłaś biec...-odparła czarna osoba.
-Wiem...
-Dlaczego tak robiłaś..?-zapytała postać o białych oczach
-Tak....?-dziewczyna nie wiedziała o co chodzi.
-Dlaczego uciekałaś...? Przestraszyłaś się czegoś?
-Jak byś nie wiedział.-dziewczynka roześmiała się.
-Ej.. Bo ja nie wiem... Serio.
-Ciebie się przestraszyłam.
-Mnie...? A czy teraz jestem straszny?-zapytał
-Nie... Jesteś miły, tak mi się wydaje.
-Jak masz na imię?-zapytało stworzenie
-Jestem Kinia, a ty to kto?
-Ja.. Nie mam imienia.-odparł.
-Jak to?-zdziwiła się Kinga.
-Wymyśl mi jakieś.-zaproponował.
-Co byś powiedział na Kry...?
-Czemu takie imie akurat?-zapytał zdziwiony.
-Sama nie wiem uznałam że Krystian ale za długie jak na Ciebie więc w skrócie Kry...
-Ale czy Kry nie oznacza płakać?
-Nie wiem. Nie znam języków obcych...
-Jak to nie? To trzeba Cię nauczyć!
Kinia
i Kry z czasem się zaprzyjaźnili. Kry uczył Dziewczynę najróżniejszych
rzeczy. Kinia była mocno nie douczona więc Kry miał wiele roboty. Od
rana uczył Kingę liczenia, pisania, języków obcych i gry na
instrumentach. Po południu zawsze był czas na zabawę. Kry bawiła się w
chowanego z Kinią. Huśtał ją na huśtawce którą zrobił specjalnie dla
niej. Nie przeszkadzało mu nic jeśli chodzi o dziewczynę. Lubił z nią
spędzać czas. Kilka miesięcy od ucieczki Kingi, Kry bawił się z nią w
chowanego. Zakrył twarz rękoma i oparł o drzewo. Kinia weszła do domu
aby się schować. Wtedy coś z pod jej rękawa błysło różem! Była to jej
branzoletka. Kinga nie wiedziała co zrobił chodziła po domu i światło
zanikało albo się powiększało. Z czasem szukała miejsc gdzie świeci
najbardziej. Doszła do pomieszczenia gdzie stało lustro... Przyjrzała
się mu aż w końcu spojrzała w odbicie... Wszystko w lustrze wyglądało
jak wielka kreskówka. Wszystko zmieniło się na Anime... Ona też. Podczas
jej przyglądania się odbicia lustrzanego w drzwiach staną Kry.
-Podoba ci się...-spytał.
-Jest to coś nie samowitego... Jak to działa?
-Sam nie wiem... Po prostu zrobiłem Ci coś dziewczyńskiego. Przy mnie mogłaś się poczuć jak chłopak...
-Dlaczego tak uważasz?-odwróciła się w stronę przyjaciela.
-Przecież mam braki w sprawach typu naszyjniki, kolczyki i takie tam...
-Lustro jest cudne. Jak je zrobiłeś?
-Wyrzeźbiłem z tafli jeziora.
-Niesamowite!-Podbiegła do przyjaciela żeby go uściskać.
-To co teraz porobimy?-zapytał Kry.
-Przejrzyj się w lustrze-zaproponowała dziewczyna.
-Ale po co?-zaciekawił się Kry.
-No.. Skoro ja wyglądam jak postać z komiksu to ty też pewnie będziesz wyglądał.
Kry podszedł do lustra... Kinga zobaczyła coś niebywałego... Czarny Kry stał się białym aniołem!
-No i jak wyglądam?-zapytał.
-Jejciu jakie to cudne! Wyglądasz jak anioł.
-Czyli lepiej?
-Jak dla mnie wyglądasz tak samo.
Kry się uśmiechną. Kilka dni później podczas nauki śpiewu Niebo się ściemniło.
-A to dziwne...-powiedział Kry.
-Co się dzieje?-zapytała Kinia.
Kry zatrzymał huśtawkę i przykucną
-Kinia... Wiesz że nie jestem prawdziwy?
-Jak to?-zapytała
-Jestem wytworem twojej wyobraźni... Wstań-powiedział
Podeszli przed lustro.
-Popatrz jeszcze raz. Co widzisz?
-Jesteś moim Aniołem Stróżem?-zapytała strzelając
-Nie. Jestem nie realny. Wiesz przecież. Twoja branzoletka...
-Co z nią?
-Za
każdym razem jak na nią spojrzysz przypomnij sobie mnie i to co tutaj
robiłaś... Nasze zabawy w chowanego, to czego cię nauczyłem.
-Czyli że zaraz znikniesz?-popłynęła łza po jej policzku.
-Nie...
Zawsze będę w sercu. Będę tam gdzie mnie sobie wyobrazisz. Kiedy
będziesz chciała, przyjdę. No już... Nie płacz. Popatrz w lustro...
Kinia
popatrzyła w lustro. Dostrzegła w nim mamę. A kry jakby się rozpłyną.
Wtedy otworzyła oczy, a jej mama stała nad jej głową. Leżała na
ściółce... Czy to możliwe że to był tylko piękny sen...?
niedziela, 14 czerwca 2015
czwartek, 23 kwietnia 2015
kosmici
Kiedyś do Polski przyleciał statek kosmiczny. Zamieszanie które wywołał było ogromne. Wszystkie linie telefoniczne z Polski przestały istnieć. W trzech państwach ogłoszono stan kosmiczny. Statek z kosmosu otaczało tysiące przestraszonych, ciekawskich ludzi. W końcu wrota ''tego czegoś'' się otworzyły. W drzwiach stanęły dosyć śmieszne postacie. Jeden z nich (którego jestem wstanie opisać miał berzową karnacje. Głowa była jedna kształtem przypominająca naszą. Istota miała parę bystrych oczu o kolorze złoto białym, od czasu do czasu było w nich widać przebłysk. Kosmita miał uśmiechnięte usta. A ciało... Posadało trzy ręce, dwie nogi, brzuszek bez pępka. Ludzie wypytywali o to po co przylecieli. Na co oni odpowiadali że chcą zostać zaakceptowanym zbiorem... Ludzi? No coś w tym stylu.... Ludzie dosyć pogodnie na nich patrzyli. ''Oni''szybko zdobyli popularność jakiej Gimperowi się nie śniła. Problemem dla nich było zdobywanie pokarmu. Dla ludzi z czasem też to zaczeło martwić. Jak zawsze w opowiadaniach się dzieje.... Muszą być przygody lecz w tym opowiadaniu jako tako jej nie będzie. Ludzie chcieli pomóc przyjaciołą więc pokazywali im pokarmy ludzkie. Obcym posmakowały warzywa. Jedli ziemniaki i marchewi.... Nie potrzebnie dało im się groch, fasolę i bob. Kosmici po spróbowaniu tych pyszności zagazowali całą planetę tak mocno śmierdziało że wsiedli w statek i odlecieli. A ten zapach od czasu do czssu czuć gdzie niegdzie.
Morał z tego wynikł taki że zawsze trzeba nosić przy sobie odświerzacz powietrza
Morał z tego wynikł taki że zawsze trzeba nosić przy sobie odświerzacz powietrza
Autor:
Kinga S.
niedziela, 5 kwietnia 2015
Kacper, Kinga i Ogórkowo
Pewnego dnia... Do miasteczka Ogórkowo przybył tajemniczy pan.
Miał on długą brodę, a u boku mocny kij. Ludzie dziwili się że ktoś ich odwiedził gdyż u bich w miasteczku panował brud, smrud i ubustwo. Kiedy jeden z tubylców podszedł do nieznajomego z pytaniem o tożsamość. Brodaty pan przedstawił się imieniem Kacper, po czym dodał ze szuka piwnicy dla swojej znajomej Kingi, ponieważ runoł jej most pod którym chodowała kartofle dla niego. Mieszkańcy wskazali mu droge do Ratuszu Ogórkowa. Idąc napotkał kupca. postanowil kupić Kindze ryż dla Azjatow na kolacje gdyż ją prześladowali z powodu długów Kacpra polegających na pożyczce surówki do ziemniaków. Stojąc u drzwi Ratuszu zastanawiał się nad swoimi zdaniami. Myślał że wymyśli coś mądrego lecz mu się to nie udało. Zbierając całą odwagę posiadającą w sobie zapukał do wrot budynku. Pokonując zaledwie trzy kroki dostał zawrotu głowy. Otuż... Na prawo: 20 drzwi, na lewo: 20 drzwi. To wszystko znajdowało się na jednym dosyć wąskim korytarzu. Kacper... Nie za bardzo mądry człowiek wyciągną GPS z kieszeni.
- ,,Droga do burmistrza Ogórkowa"... Kurczaki dobre z majonezem Majo Majo, nie mam nic hajsu na koncie aby neta uruchomić....
Podszedł więc do okienka z sekretariatem przy drzwiach wejściowo-wyjściowych.
-Przepraszam...-zaczą- Poda pani hasło do Wi-Fi? Bo nie moge znaleść drzwi do burmistrza bez neta...
-Drzwi do burmistrza to te na końcu korytarza, po prawej stronie. Tam gdzie pisze ,,BURMISTRZ".
-O to pani jest wróżką?
-Nie. Jestem jego sekretarką...
Pokonując 39 drzwi, Kacper dotarł na miejce. Zapukał po czym wszedł...
-Dzień dobry. Panie burmistrzu.
-Dzień dobry. Po co pan przyszedł do mnie? - zapytał burmistrz
Kacper przedstawił sytuację Kingi i swoją. Po pewnym czasie rzałobnych opowiadań o tym jak bardzo jest im źle bez ziemniaków burmistrz rzekł:
-Mamy piwnice nadającą się dla was. Do widzenia
-Do widzenia.-żekł Kacper sczęśliwie.
Nie tak długo po tym już wyrosły ziemniaki, długi zmalały... Było tak jak powinno się skończyć.
Mam nadzieję że się wam podobało ;D
Miał on długą brodę, a u boku mocny kij. Ludzie dziwili się że ktoś ich odwiedził gdyż u bich w miasteczku panował brud, smrud i ubustwo. Kiedy jeden z tubylców podszedł do nieznajomego z pytaniem o tożsamość. Brodaty pan przedstawił się imieniem Kacper, po czym dodał ze szuka piwnicy dla swojej znajomej Kingi, ponieważ runoł jej most pod którym chodowała kartofle dla niego. Mieszkańcy wskazali mu droge do Ratuszu Ogórkowa. Idąc napotkał kupca. postanowil kupić Kindze ryż dla Azjatow na kolacje gdyż ją prześladowali z powodu długów Kacpra polegających na pożyczce surówki do ziemniaków. Stojąc u drzwi Ratuszu zastanawiał się nad swoimi zdaniami. Myślał że wymyśli coś mądrego lecz mu się to nie udało. Zbierając całą odwagę posiadającą w sobie zapukał do wrot budynku. Pokonując zaledwie trzy kroki dostał zawrotu głowy. Otuż... Na prawo: 20 drzwi, na lewo: 20 drzwi. To wszystko znajdowało się na jednym dosyć wąskim korytarzu. Kacper... Nie za bardzo mądry człowiek wyciągną GPS z kieszeni.
- ,,Droga do burmistrza Ogórkowa"... Kurczaki dobre z majonezem Majo Majo, nie mam nic hajsu na koncie aby neta uruchomić....
Podszedł więc do okienka z sekretariatem przy drzwiach wejściowo-wyjściowych.
-Przepraszam...-zaczą- Poda pani hasło do Wi-Fi? Bo nie moge znaleść drzwi do burmistrza bez neta...
-Drzwi do burmistrza to te na końcu korytarza, po prawej stronie. Tam gdzie pisze ,,BURMISTRZ".
-O to pani jest wróżką?
-Nie. Jestem jego sekretarką...
Pokonując 39 drzwi, Kacper dotarł na miejce. Zapukał po czym wszedł...
-Dzień dobry. Panie burmistrzu.
-Dzień dobry. Po co pan przyszedł do mnie? - zapytał burmistrz
Kacper przedstawił sytuację Kingi i swoją. Po pewnym czasie rzałobnych opowiadań o tym jak bardzo jest im źle bez ziemniaków burmistrz rzekł:
-Mamy piwnice nadającą się dla was. Do widzenia
-Do widzenia.-żekł Kacper sczęśliwie.
Nie tak długo po tym już wyrosły ziemniaki, długi zmalały... Było tak jak powinno się skończyć.
Mam nadzieję że się wam podobało ;D
Twórcy:
Kinga S. i Kacper N.
Subskrybuj:
Posty (Atom)