niedziela, 14 czerwca 2015

Branzoletka przyjaźni

W małym miasteczku przy lesie mieszkała pewna dziewczyna.
Dziewczyna ta miała bardzo niesforną rodzinę... Jej mama nie mogła się uwolnić od alkoholu. Ojca nie miała... Ale miała ojczyma, który zarabiał na rodzinę wyruszając z miasteczka i pracując gdzieś daleko, tam gdzie jeszcze jej nie było... Była uwięziona łańcuchami rodzeństwa, musiała ciągle przebywać przy młodszej siostrze. Nie lubiła swojej sytuacji. Na szczycie chamstwa ze strony jej matki zapłakana wymknęła się w nocy z domu, przez okno. Nie przeszkadzało jej to że robi się coraz ciemniej. Nie zamierzała zawracać miała wszystko co dotąd dostała od losu głęboko gdzieś... Idąc z dobre dwie godziny, zaszło słońce i zapadła noc. Piękny księżyc wisiał nad jej roztargnioną głową. Weszła w obłoki lasu... Ciemnego, wilgotnego i strasznego lasu. Przekraczając kamienną dorogę, wkroczyła w ściółkę leśną. W tej srebrnej warstwie powietrza dostrzegła błysk. Podeszła bliżej... Jej oczom ukazała się branzoletka z kamieniami ułożonymi w serce. Nie zastanawiała się... Założyła ją niemal od razu. Coś zaszeleściło... Przestraszona dziewczyna zaczęła uciekać. Biegła przed siebie i nie zastanawiała się nad inną drogą. W srebrnej toni dostrzegła czarną postać. Tak się przestraszyła że biedna zemdlała i upadła na ściółkę z opadniętych liści. Kiedy się obudziła zobaczyła pokój. Było to dosyć dziwne. Przecież omal nie umarła w tym lesie! Obok niej siedziała ta czarna postać, jej mina była zatroskana i wydawała się wrażliwa na tą sytuację. Dziewczyna usiadła na wygodnym łużku w którym się obudziła.. Spojrzała czarnej postaci w oczy, w jej białe oczy...
-Kim jesteś?-zapytała.
-Jestem... Jestem... W sumie sam nie wiem. Zauważyłem cię a później jakoś zaczęłaś biec...-odparła czarna osoba.
-Wiem...
-Dlaczego tak robiłaś..?-zapytała postać o białych oczach
-Tak....?-dziewczyna nie wiedziała o co chodzi.
-Dlaczego uciekałaś...? Przestraszyłaś się czegoś?
-Jak byś nie wiedział.-dziewczynka roześmiała się.
-Ej.. Bo ja nie wiem... Serio.
-Ciebie się przestraszyłam.
-Mnie...? A czy teraz jestem straszny?-zapytał
-Nie... Jesteś miły, tak mi się wydaje.
-Jak masz na imię?-zapytało stworzenie
-Jestem Kinia, a ty to kto?
-Ja.. Nie mam imienia.-odparł.
-Jak to?-zdziwiła się Kinga.
-Wymyśl mi jakieś.-zaproponował.
-Co byś powiedział na Kry...?
-Czemu takie imie akurat?-zapytał zdziwiony.
-Sama nie wiem uznałam że Krystian ale za długie jak na Ciebie więc w skrócie Kry...
-Ale czy Kry nie oznacza płakać?
-Nie wiem. Nie znam języków obcych...
-Jak to nie? To trzeba Cię nauczyć!
Kinia i Kry z czasem się zaprzyjaźnili. Kry uczył Dziewczynę najróżniejszych rzeczy. Kinia była mocno nie douczona więc Kry miał wiele roboty. Od rana uczył Kingę liczenia, pisania, języków obcych i gry na instrumentach. Po południu zawsze był czas na zabawę. Kry bawiła się w chowanego z Kinią. Huśtał ją na huśtawce którą zrobił specjalnie dla niej. Nie przeszkadzało mu nic jeśli chodzi o dziewczynę. Lubił z nią spędzać czas. Kilka miesięcy od ucieczki Kingi, Kry bawił się z nią w chowanego. Zakrył twarz rękoma i oparł o drzewo. Kinia weszła do domu aby się schować. Wtedy coś z pod jej rękawa błysło różem! Była to jej branzoletka. Kinga nie wiedziała co zrobił chodziła po domu i światło zanikało albo się powiększało. Z czasem szukała miejsc gdzie świeci najbardziej. Doszła do pomieszczenia gdzie stało lustro... Przyjrzała się mu aż w końcu spojrzała w odbicie... Wszystko w lustrze wyglądało jak wielka kreskówka. Wszystko zmieniło się na Anime... Ona też. Podczas jej przyglądania się odbicia lustrzanego w drzwiach staną Kry.
-Podoba ci się...-spytał.
-Jest to coś nie samowitego... Jak to działa?
-Sam nie wiem... Po prostu zrobiłem Ci coś dziewczyńskiego. Przy mnie mogłaś się poczuć jak chłopak...
-Dlaczego tak uważasz?-odwróciła się w stronę przyjaciela.
-Przecież mam braki w sprawach typu naszyjniki, kolczyki i takie tam...
-Lustro jest cudne. Jak je zrobiłeś?
-Wyrzeźbiłem z tafli jeziora.
-Niesamowite!-Podbiegła do przyjaciela żeby go uściskać.
-To co teraz porobimy?-zapytał Kry.
-Przejrzyj się w lustrze-zaproponowała dziewczyna.
-Ale po co?-zaciekawił się Kry.
-No.. Skoro ja wyglądam jak postać z komiksu to ty też pewnie będziesz wyglądał.
Kry podszedł do lustra... Kinga zobaczyła coś niebywałego... Czarny Kry stał się białym aniołem!
-No i jak wyglądam?-zapytał.
-Jejciu jakie to cudne! Wyglądasz jak anioł.
-Czyli lepiej?
-Jak dla mnie wyglądasz tak samo.
Kry się uśmiechną. Kilka dni później podczas nauki śpiewu Niebo się ściemniło.
-A  to dziwne...-powiedział Kry.
-Co się dzieje?-zapytała Kinia.
Kry zatrzymał huśtawkę i przykucną
-Kinia... Wiesz że nie jestem prawdziwy?
-Jak to?-zapytała
-Jestem wytworem twojej wyobraźni... Wstań-powiedział
Podeszli przed lustro.
-Popatrz jeszcze raz. Co widzisz?
-Jesteś moim Aniołem Stróżem?-zapytała strzelając
-Nie. Jestem nie realny. Wiesz przecież. Twoja branzoletka...
-Co z nią?
-Za każdym razem jak na nią spojrzysz przypomnij sobie mnie i to co tutaj robiłaś... Nasze zabawy w chowanego, to czego cię nauczyłem.
-Czyli że zaraz znikniesz?-popłynęła łza po jej policzku.
-Nie... Zawsze będę w sercu. Będę tam gdzie mnie sobie wyobrazisz. Kiedy będziesz chciała, przyjdę. No już... Nie płacz. Popatrz w lustro...
Kinia popatrzyła w lustro. Dostrzegła w nim mamę. A kry jakby się rozpłyną. Wtedy otworzyła oczy, a jej mama stała nad jej głową. Leżała na ściółce... Czy to możliwe że to był tylko piękny sen...?